• Wpisów:25
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 20:09
  • Licznik odwiedzin:2 624 / 2715 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*dzień 9 – ktoś, kogo chciałabyś spotkać.*

myślałam nad tym postem jakiś czas, ale nie jestem w stanie wymyślić niczego konstruktywnego. chciałabym spotkać Marilyn Monroe. fascynuje mnie jako osoba. ale i tak czy siak poznałabym ją tylko i wyłącznie kiedy nie była Normą Jeane, tyko Marilyn Monroe, jako blond seksbombę. nie potrzebne mi to do szczęścia. chciałabym spotkać również Johna Lennona, ale wiem dobrze, że ani ja bym go nie polubiła ani on mnie. nie jestem fanką ani jego poglądów, muzyki, osoby ani niczego innego. myślę jednak, że to byłoby bardzo ciekawe spotkanie i wspomnienie na całe życie.
ale to mi nie potrzebne do niczego.
potrzebuję natomiast kogoś, kto potrzebowałby mnie. po prostu.
  • awatar kuumaliinka: Tak.. w koncu znajdzie sie taka osoba :)
  • awatar SameShiiit.: Marilyn. <3 ja osobiście chciałabym poznać prawdziwego przyjaciela. który będzie ze mną w ciągu dnia i nocy. (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*dzień 8 – twój internetowy przyjaciel.*

znamy się 5 lat, wiec zaczęłyśmy pisać, gdy miałam dziewięć. dojrzewałam przy niej. w ciągu ostatnich dwóch lat była mi najbliższą osobą, chociaż dzieli nas 300km. ma złote serce, taka wspaniałomyślna, pierwsza i jedyna taka dobra osoba którą poznałam. nigdy nie mówi złych słów, chyba, że ktoś ją na prawdę wytrąci z równowagi. dba o siebie, dba również o innych. czasem bardziej o innych niż o siebie. w czasach, kiedy nie ma bezinteresownych sprawunków, ona wydaje się być jak z innej planety. nie pije, nie pali, nie ćpa. nigdy jednak nie potrafiłam nazwać jej przyjaciółką. nie rozumie kilku rzeczy w życiu. że nie jestem taka dobra, miła, wspaniała. na co dzień nie uśmiecham się do chmury. wręcz przeciwnie. jestem od niej tak diametralnie inna... czasem jej dobroć mnie tak irytuje, że rzucam telefonem gdzie popadnie, gdy akurat wyśle mi sms. nie rozumie mojego sarkazmu. mimo to jest taka mądra... kiedy z nią piszę na gg, jestem inną osobą. ma na mnie dobry wpływ, chyba dlatego wciąż utrzymuję z nią kontakt.
spotkałam się z nią raz na żywo. nie poznawałam siebie. taka niewinna lenka. jak wróciłam do domu i spojrzałam w lustro, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić... po prostu głupio się uśmiechałam. cały czas.
mimo to, dziękuję, że jest przy mnie w niektórych chwilach. chociaż wiem, że nie mogłaby być przy mnie zawsze, kiedy dostaję furii, mieszam łzy z czystą, przytulam się do kogoś a chwilę później mam ochotę go zabić... cóż. nobody's perfect. nawet jak jest się zbyt dobrym to nie za dobrze.
  • awatar Gość: tylko internetowy przyjaciel nie pomoże tak jak prawdziwy ^^
  • awatar SameShiiit.: o, tak.
  • awatar SameShiiit.: też mam taką *internetową przyjaciółkę*. dobrze jest mieć kogoś takiego. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*dzień 7 – twój były.*

brak. nigdy nie miałam chłopaka. mam jednego psychopatę na głowie, przykro mi, na więcej mnie nie stać. jest moją przeszłością, teraźniejszością, walczę, żeby nie był przyszłością. sama dobrze wiem, że się nie uda...
  • awatar SameShiiit.: walcz. <3
  • awatar KoKoRoo: walcz walcz bo bez walki nie bd miała czystego sumienia ze nie sporobowałaś :D a pewnie itak sie uda ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*dzień 6 - obcy.*

chłopak. przesiaduje mi w myślach. wiem o nim dużo - to znaczy, wiedziałabym, gdyby mieścił się w standardach. on się nie mieści. jest taki... inny. nieprzeciętny. fascynujący. ciągle wiem o nim za mało, żeby go rozgryźć - i już zawsze tak będzie.
jest psychopatą z prawdziwego zdarzenia, nie jak jakaś mała dziewczynka w gimnazjum, która lata na przerwie po szkole od psiapsiółki do psiapsiółki i nic tylko pierdoli krejzi jaka to ona nie jest zwariowana. nie. to jest ten typ, o którym można by napisać książkę, a zachowania głównego bohatera chodziłyby za tobą jak cień, prześladowały rankiem, w dzień, wieczorem, w nocy. zmuszały do myślenia. do podążania krętymi tunelami jego rozumowania. natrafiwszy na trop, kiedy już myślisz, że przewidujesz jego następny krok - następuje rozczarowanie. zwodzi zmysły, daje niewiele, obiecując za dużo.
on mnie męczy. on mnie fascynuje. nie daje mi spokoju. jest mi obcy - chociaż widuję go codziennie w szkole.
mogłabym o nim napisać wiele. niejeden psychiatra czy psycholog mógłby napisać o jego profilu psychologicznym całą książkę.
jest niezdrowy. niezdrowo fascynujący.niezdrowo niepokojący. niezdrowo groźny. i... niezdrowo słaby.
myślę, że to ostatnie przede wszystkim.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*dzień 5 – twoje marzenia.*

wydaje mi się, że mam ich tak wiele, ale teraz tak myślę i nie jestem w stanie przytoczyć jakiegoś konkretnego. chciałabym pięknie śpiewać. niewykonalne. głosu ani przepony się nie wybiera. szkoda. chciałabym zaśpiewać kiedyś kilka swoich ulubionych piosenek i nie uważać, że nie umiem tak wysoko, piszczę czy też jest za nisko i nie potrafię wydobyć z siebie żadnego dźwięku. chciałabym podróżować... oj tak. zwiedzić cały świat. nie tylko zwiedzić - zwiedzanie mi się kojarzy z oglądaniem Koloseum, pójściem na makaron, napstrykaniu kilku zdjęć i do domu. ja chciałabym poznać inne kraje. chciałabym spędzić jakiś czas w Indiach. żeby poznać ludzi, kulturę, tradycję... i nie tylko w Indiach. w całej Azji, Afryce, Australii, obu Amerykach i Europie jest tyle wspaniałych miejsc, tyle ludzi, tyle tętniącego życia którego nigdy nie zaznam. chciałabym krzyknąć kiedyś na wielkiej scenie do kilkunastu tysięcy ludzi FUCK YOU a oni odpowiedzieliby brawami. popadaliby z wrażenia. dlatego, że ja wylałam swoją frustrację. dalej, chciałabym być obrzydliwie bogata. wiadomo chyba dlaczego, któż nie chciałby być bogatszy? chciałabym mieć perfekcyjną przemianę materii, żeby żreć 3x więcej niż obecnie i być pięknie chudą. chciałabym mieć ładny uśmiech. chciałabym mieć ładne włosy. chciałabym pozbyć się kilku swoich nieciekawych cech - minimum nieśmiałości.

chciałabym, żeby moje życie było piękne. żebym umierając stwierdziła, że było fajnie. mówisz - w każdej chwili możesz zmienić swoje życie i zacząć żyć pięknie... nie, to nie jest takie proste, hop-siup i zaczynam cieszyć się każdym pierdolonym obłoczkiem, zaczynam olewać codzienne zmaganie się z jednymi debilami a drugimi debilami... nie. co to to nie ja.

mimo to, że nie podałam żadnych konkretnych marzeń, chodzę z głową w chmurach. zawsze. chcę być desperacko realistką, ale w mojej głowie powstają takie szalone historie, że moda na sukces nie powstydziłaby się takiego scenarzysty jak ja.
  • awatar SameShiiit.: masz piękne marzenia, serio, serio. ja myślę podobnie, prawie tak samo. każde twoje marzenie też chciałabym zrealizować. ale w życiu nie można wszystkiego, cóż.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*dzień 4- twoje rodzeństwo.*

BRAK.
uff.
 

 
*dzień 3 – twoi rodzice.*

wkurwiający. mający problemy o wszystko. wyzwiska na porządku dziennym. twardzi. zawsze powiedzą mi co myślą. podobni do mnie, w gruncie rzeczy.
kiedyś śniło mi się, że mama mi umarła. to był najgorszy koszmar ostatnich miesięcy. wstałam i nie mogłam się pozbierać przez godzinę.
  • awatar Music Boomb: Ja na porządku dziennym nienawidzie mojej mamy wyzywam ją w myślach i wgl, ale kiedy mam taki właśnie sen nie moge dojśc do sb...
  • awatar SameShiiit.: no, ale jednak to oni nam dali życie. ja dziś miałam podobny sen. z resztą zawszę go mam gdy mam gorączkę. usiadłam i zaczęłam płakać. a, z tatą nie mieszkam..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*dzień 2 – osoba, którą kocham.*

"Tak bardzo chciałbym, żeby jutro mogło się to zmienić,
żebym mógł dać Ci to co chcę Ci dawać
i dostać to od Ciebie."

chciałabym.

"Tak bardzo chciałem dzisiaj Ci powiedzieć, że
mówię Ci co chcesz usłyszeć i mówię to dla Ciebie!"

chciałam.

"Tak mocno chciałem Twoich oczu, Twojej skóry,
tak bardzo chciałem Twoich dłoni,
tak mocno czułem to, tak bardzo chciałem obok być, nie myśleć ile to kosztuje,
tak mocno czułem to."

Twoich oczu....

"Tak bardzo byłaś mi potrzeba,
tak bardzo chciałem być,
potrzebny ci, niezbędny, tak jak Ty mi do dziś,
tak bardzo byłaś jedna, jak nigdy, nigdy nikt,
tak bardzo mocno chciałem z Tobą żyć ,
tak mocno byłem pewny,
czekałem kiedy powiesz mi, że
jesteś dla mnie, jesteś ze mną, że ja i Ty
to coś, co jest na pewno, że jest na prawdę, "

chciałabym. żebym ja i on bylibyśmy na prawdę, żeby bylibyśmy na pewno. nie byliśmy. nie jesteśmy. nigdy nie będziemy. on i ja. to nie stały ląd. to niezbadane głębie oceanu, porywczego oceanu. grząskie tereny. ruchome piaski.

"Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i,
nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół, i
nie ma Cię i nie wiem już gdzie jesteś, ale dobrze, że
nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce. "

jest chujem. jest pierdolonym chujem, tylko ze skorupy. wewnątrz nie jest. jest jak dwie, toczące ze sobą batalię, osoby w jednym ciele. nie wie czego chce. nie chce, żebym ja wiedziała. nie chce, żeby ktokolwiek wiedział. ale wiem, że gdybym powiedziała mu to co chcę mu powiedzieć, chociaż trochę naruszyłabym jego skorupę. wiem to. nie zrobię tego.

"A kiedy moja miłość zgaśnie,
gdy naprawdę będę chciał iść sam. Gdy bez Ciebie będzie łatwiej, gdy bez Ciebie będę mógł być tam, gdzie
mieliśmy iść razem - zawsze, gdy przestaniesz tak naprawdę znaczyć już cokolwiek dla mnie. "

...

"Gdy przestanę myśleć o czym myślisz i gdzie idziesz,
gdy to stanie się nieodwracalne gdy stąd wyjdziesz,
gdy nie będę już tak bardzo chciał Cię widzieć, gdy nie będę chciał Cię słuchać, gdy nie będę z Tobą milczeć,
gdy nie będziesz czuła do mnie tego już tak mocno,
gdy pomyślisz, że chcesz iść gdzieś, nie chcesz zostać,
jeśli mimo wątpliwości to nie będzie proste, nie będzie intuicyjne, coś innego będzie dobre. "

...

"Jeśli będę musiał się odwrócić i
to co czuje zniszczyć,
nie móc o tym mówić,
jeśli będę musiał poczuć tak, musisz zrozumieć to
będzie koniec nas, koniec, dziś tak to czuję"

...

"Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i,
nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół,
ale kocham Cię! kocham! wciąż Cię kocham kurwa,
i nie znam już innych słów,
to jest zbyt trudne."

nie wiedziałam jak mam to wszystko opisać. nie wiedziałam...
ale wiecie co? jest chujem. dziękuję za uwagę, do widzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
zaczynamy:
*dzień 1 – twój najlepszy przyjaciel.*

zaczęłyśmy się przyjaźnić tak mniej-więcej w pierwszej klasie sp. przeżywałyśmy ze sobą wszystkie rzeczy przez całą podstawówkę, to były najpiękniejsze lata mojego życia. kupa śmiechu i - wydających się wtedy - bardzo poważnych problemów. przechodziłyśmy razem przez wszystko. dopóki nie weszła między nas ta "trzecia". zniszczyła najpierw nią, potem mnie. oddaliłyśmy się od siebie, w drugim semestrze szóstej klasy. w gimnazjum miałyśmy iść do jednej klasy - rozszerzonej. tęskniłam przez pół roku. wyzywałam na nią, na cały świat, świat, który był tak idealnie poukładany. wszystko bolało. najmniejsze wspominki o przyjacielu na lekcjach, zadania typu: "opisz swojego najlepszego przyjaciela". nie miałam "najlepszego przyjaciela". z racji, że nasza trójka przez całą podstawówkę była na wyżynach hierarchii towarzyskiej, musiałam nauczyć się żyć inaczej. mówić inaczej. myśleć inaczej. żartować inaczej. przywdziałam maskę, żeby w gimnazjum, w klasie bez niej, nauczyć się żyć od nowa. było ciężko. zajebiście ciężko, kiedy nie ma się kogoś, komu można powiedzieć wszystko, z kim można wyjść ponudzić się razem, kogoś, kogo śmieszą takie same rzeczy jak mnie...
w styczniu tego roku, po kolejnym 2010 jeszcze gorszym od 2009, napisała na fejsie. byłam wściekła, że się mną zainteresowała, kiedy już poustawiałam swoje klocki, w swoim małym kloszu, w nowej klasie, z nowymi pseudoprzyjaciółmi.
po czterech miesiącach kontaktowania się ze sobą regularnie, po poważnych rozmowach, w których nadrabiałyśmy dwa lata.zmieniłyśmy się. cholernie się zmieniłyśmy, ale... nie wiem jak to powiedzieć. w "ewolucji" poszłyśmy w jednakowych kierunkach. zmieniłyśmy się, ale nasza pierwsza rozmowa po dwóch latach wyglądała tak, że miałam wrażenie, jakby ostatnia odbyła się najwyżej tydzień temu.
porozmawiałyśmy. to była przełomowa rozmowa.
ona tęskniła. ja tęskniłam.
znów jesteśmy razem.
jestem z tego powodu tak kurewsko szczęśliwa. nic się nie zmieniło. nadal mam tą samą pierdoloną klasę debili z brakiem jedynego normalnego osobnika, nadal mam tę samą rodzinę, te same pierdolone problemy, nadal jestem sobą. sobą z huśtawkami nastrojów, miłością do rozmów nocą, piciu przy psychodelicznych piosenkach i nie rozumiejącą wciąż świata, a jednocześnie wcale nie inną od innych. ale mam osobę, z którą dzielę swój żywot. przede mną gimnazjum, liceum, studia... później nie wiadomo jak to będzie - przez to wszystko jednak przejdziemy razem. wierzę w to.
  • awatar SameShiiit.: kto wie? może wasza przyjaźń będzie trwała wieki? / dzięki. (; jak na razie głowa mnie tylko boli.
  • awatar SameShiiit.: ojej. to piękne. dobrze mieć takich przyjaciół. a, może to była dla was próba dwuroczna? i to jest prawdziwa przyjaźń, bo i tak jesteście ze sobą. mam nadzieję, że ta przyjaźń będzie trwała wieki. (: i zdrowiej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
im więcej czasu mija od seansu sali samobójców, im więcej go przeanalizowałam i przemyślałam tym bardziej mi się podoba.
  • awatar krysha: Ja po sali zmieniłam kilka rzeczy. Ten film to naprawdę mocny impuls do zastanowienia się nad sobą. http://krysha.pinger.pl/
  • awatar Pani_ze_strychu: dziękuję :) U ciebie widzę bardzo fajnie. ja chciałam jechać na sale samobójców, ale nie miałam kiedy:(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
z racji, że lubię pingera i nie chcę znowu sobie zrobić odwyku z lenistwa może taka "zabawa" mnie przy nim trochę utrzyma.
życzę sobie samej powodzenia... może wieczorem coś napiszę w "dniu pierwszym", a może zacznę od jutra? nie wiem jeszcze. zależy, czy dzisiejszy dzień znowu spędzę wielkiej nudzie czy jakoś mi minie fajnie.

dzień 1 – twój najlepszy przyjaciel.
dzień 2 – osoba, którą kocham.
dzień 3 – twoi rodzice.
dzień 4- twoje rodzeństwo.
dzień 5 – twoje marzenia.
dzień 6 - obcy.
dzień 7 – twój były.
dzień 8 – twój internetowy przyjaciel.
dzień 9 – ktoś, kogo chciałabyś spotkać.
dzień 10 – ktoś, z kim nie rozmawiasz tak często, jakbyś tego chciała.
dzień 11 – osoba zmarła, z którą chciałabyś porozmawiać.
dzień 12 – osoba, której nienawidzisz/która mocno cię zraniła.
dzień 13 – ktoś, kto chciałabyś, żeby ci przebaczył.
dzień 14 – osoba, od której się oddaliłaś.
dzień 15 – osoba, za którą tęsknisz najbardziej.
dzień 16 – ktoś, kto nie mieszka w twoim mieście/kraju.
dzień 17 – ktoś z twojego dzieciństwa.
dzień 18 – osoba, którą chciałabyś być.
dzień 19 – ktoś, kto prześladuje twoje myśli.
dzień 20 – osoba, która złamała ci serce.
dzień 21 – ktoś, kogo osądziłeś przy pierwszym spotkaniu.
dzień 22 – osoba, której chcesz dać drugą szansę.
dzień 23 – ostatnia osoba z którą się całowałaś.
dzień 24 – osoba, która ofiarowała ci twoje ulubione wspomnienie.
dzień 25 – osoba, którą znasz i która przechodzi przez ciężki okres w swoim życiu.
dzień 26 – osoba, której obiecałaś coś na całe życie.
dzień 27 – najbardziej przyjazna osoba, jaką poznałaś.
dzień 28 – ktoś, kto odmienił twoje życie.
dzień 29 – osoba, której chciałabyś powiedzieć wszystko, ale boisz się to zrobić.
dzień 30 – twoje odbicie w lustrze.
 

 
mój najpiękniejszy sen to sen o lataniu.
śnił mi się tylko jeden raz ale pamiętam go do dzisiaj. nie zapomnę tego uczucia, kiedy wznoszę się, nie mam nic pod sobą, przed sobą, nic mnie nie ogranicza, mogę lecieć w stronę słońca do końca swoich dni. jestem po prostu wolna jak ptak.
jeżeli spotkam złotą rybkę, poproszę ją, żebym mogła lata. polecę w podróż dookoła świata, zobaczę rzeczy o których dziś mogę najwyżej pomarzyć.
  • awatar Marcheewa ♥: no racja . nam nie jest takie coś potrzebne tylko mamy w szkołach takie coś jak WDŻ albo WS.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
wróciłam z sali samobójców.
Jakub Gierszał jest cholernie utalentowany a ostatnia scena - mocna. jeden z lepszych polskich filmów, jakie ostatnio oglądałam, jak nie najlepszy. jestem pod wrażeniem i każde zachwyty są usprawiedliwione. wow.
  • awatar najslodszysmutek: jutro ide na to do kina;D
  • awatar najslodszysmutek: moja przyjaciolka je robi i jest w moim wieku, tutaj jej male pf http://www.maxmodels.pl/majamichaliszyn.html uczy sie, rozwija a ja jej w tym pomagam;)
  • awatar researcher: ja raczej spotykam się z pozytywnymi komentarzami :D myśle że się wybiore :) dziękuje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
tak sobie myślę, że moi rodzice gdyby im puścić film: "całe życie lenki" tj moje, to w ostatnich partiach padliby na zawał. są tak błogo nieświadomi niektórych rzeczy...
 

 
zjadłam śniadanie i trochę mi lepiej.
polubiłam pingera.

dzisiaj mam jeden z takich dni w których w drodze do kuchni wyglądam przez okno i zachwyca mnie widok nieba. błękitnego nieba, usłanego kształtnymi, kłębiastymi chmurami, ciągnącymi się po horyzont. przysiadam na chwilkę w fotelu, myślami jestem daleko stąd. dwie minuty później się otrząsam i wracam do "siebie". idę zrobić to co miałam zrobić w wc i wracam do komputera, muzyki.
nie wiem jaki to ma sens. nie ma sensu. ale poczułam potrzebę napisania tego tutaj. (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
chciałabym być padnięta po jakiejś imprezie, ale jest niedziela, sobotni wieczór spędziłam oglądając mecz i siedząc przy komputerze, godzinę temu wstałam i powinnam być miła i wypoczęta. nie jestem. żeby odespać cały ten pierdolony rok szkolny będę musiała spać do dwunastej przez cały lipiec a zbierać dopiero późnym popołudniem, kiedy 30 stopni Celsjusza opadnie i na dworze będzie panował miły klimat do picia schłodzonego piwa, przy ognisku, ciemną nocą, nad gwiazdami...

do wakacji zostało w momencie pisania tego postu dokładnie 72 dni, 12 godzin, 21 minut i 45 sekund.

to będą najlepsze wakacje w moim całym życiu. muszą być najlepsze!
 

 
jest mi tak fajnie.
pierwszy raz od tak długiego czasu nie uważam na to co mówię, na to co robię. kiedy mam coś do wykrzyczenia - krzyczę to. kiedy jest mi smutno nie udaję, że nie jest, nie uśmiecham się głupio, chociaż przed godziną miałam wyśmienity humor. oj, nie robię tak, nawet jeżeli takie przechodzenie ze skrajności w skrajność jest dziwne. może nawet odstraszające. jest mi tak dobrze ze sobą, ze swoją tuszą, z rudymi włosami, nieładnym uśmiechem i tym, że opchnęłam się właśnie przepyszną czekoladą z lidla.

kupiłam sobie prześliczne skarpetki w groszki. i czuję się w nich tak fajnie, że mogłabym nie zakładać butów.
 

 
ostatni post miał miejsce 42 dni temu.
jednak nie potrafię prowadzić bloga, a nawet takiego pingera.
kurwa, tyle się pozmieniało. 45 dni i czuję się jak inny człowiek. życie powoli nabiera barw. czuję się bardziej usprawiedliwiona, żeby się nim cieszyć i jednocześnie gorzknieć z dnia na dzień. znalazłam kogoś, kto to akceptuje. to, że nie mogę wydusić słowa ze śmiechu cały ranek a wieczorem siedzę, słucham smętnych piosenek i mam ponury nastrój. wreszcie jestem sobą. przyjaciel to jednak coś, kto każdy powinien mieć. moje dwa lata zostały wyjęte z życiorysu właśnie przez brak przyjaciela. osoby, która rozumie i akceptuje.

wiecie? jestem kurewsko szczęśliwa. mimo to, mimo tamto. jestem sobą. kocham ten stan.

każdemu z was życzę bratniej duszy, prawdziwego przyjaciela. i nie udawania kogoś innego, bycia w każdej sytuacji w stu procentach naturalnym, nie robieniem czegoś, bo to wydaje się bardziej logiczne i "lepsze". jestem suką. chłodną, ale nie do końca. okrutnie zmęczyłam się udawaniem każdego uśmiechu, wyrazu zainteresowania czymś na co powinnam mieć wyjebane.
teraz mam wyjebane na wszystko. mam przyjaciela. świat się może walić, ale będziemy razem.
wypijmy za to. nie mam dziś nic innego niż jurajska limonka, ale to przecież nieważne.
  • awatar Gość: dobrze że mam takiego kogoś Klaudia :*
  • awatar Call me Lexi: Też dobre wyjście :) dziękuję i dobranoc :)
  • awatar Call me Lexi: Hehe ;) musisz wybrać sen czy bracia Salvatore ;] ja zdecydowanie wybieram to drugie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
kilka dowodów na to, że jednak jestem wyjątkowa:
* nie wstaję, tak jak cała moja klasa, o 60, nie szykuję się przez godzinę w łazience, nie szczotkuję włosów tak, że zaczynają wypadać mi same z siebie, nie prostuję ich cały ranek, mimo, że są idealnie proste, nie czeszę sobie rzęs i nie marzę się żadnym tuszem (ani broń Boże podkładem) a o 7:20 jestem już zwarta i gotowa w szkole, by przepisać lekcje. ja mając na ósmą budzę się o 7:15, przez piętnaście minut toczę walkę ze sobą "wstać czy nie wstać", rozmyślam w co się ubrać i wreszcie, o 7.30 staczam się z łóżka. powolnym krokiem, żeby nie rypnąć o ścianę z powodu kręcenia się w głowie, człapię do łazienki, gdzie rozpoczyna się sprint: budzę się tonikiem, czeszę włosy, szczotkuję zęby, ubieram się, wypadam o 7:40 z łazienki, pakuję się i jak mi dobrze pójdzie ok. 7:45 idę do szkoły, spacerkiem pięć minut i mam jeszcze 10 minut by nadrobić poranne zaległości i spisać wszystkie prace domowe.
* kocham Audrey Hepburn, nie cierpię Śniadania u Tiffany'ego. film jest cholernie przesłodzony a Audrey obsadzona w swojej firmowej roli biednej kobiety która wyszła za znacznie starszego mężczyznę...
* wszystko tylko nie tiki ludzi. nic mnie tak nie denerwuje jak ktoś:
- obgryza przy mnie paznokcie. odruch wymiotny.
- nosi okulary, a rozmawiając ze mną schyla dziwnie głowę i spogląda na mnie zza tych okularów.
- jak siedzę obok kogoś i stykam się z nim ramionami/nogą/biodrem a on wykonuje co parę sekund gwałtowne ruchy nimi, jakby miał skurcze. albo siedzi i wierci się tak tymi swoimi ramionami...
- mlaska/siorbie/za głośno oddycha.
w niektórych przypadkach pomagają mi tylko krople na uspokojenie. -,-
  • awatar nerkaa: jak ktoś obok mnie mlaska to zatykam uszy albo odchodze. Czasem jestem tak wściekła że zdarza mi się z tego powodu popłakać ;OO. Wiem co czujesz i współczucia.
  • awatar Gość: no nie wiem czy jestes wyjatkowa czy po prostu masz jakies psychologiczne uprzedzenia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
znalazłam właśnie najlepsze zobrazowanie tego, co widzę w Jego oczach.
chciałabym zobaczyć coś takiego na żywo.
 

 
zawsze mówię, że palenie i picie nie uczynią kogoś fajnym, ale to nie zmienia faktu że uwielbiam stan po kilku kielichach. a gdy mam dosyć niektórych rzeczy to idę sobie zapalić.
tyle, że ja robię to tylko dla siebie, nie po to, żeby na pół korytarza wrzeszczeć do koleżanki czy ma fajkę. nie cierpię lansu tego pokroju. nie cierpię.
ale w sumie nie jestem lepsza.
  • awatar Gość: ja też nie lubię jak ludzie się nawet nie maskują że palu,mówi ludzie a mam na myśli osoby w wieku gimnazjalnym...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
KURWA.
dzisiejszy dzień dobił mnie już zupełnie. i mam tę świadomość, że jednego dnia mówię, że użalanie nad swoją niedolą jest teraz "modne" a drugiego znowu piszę o tym jaka ja jestem smutna.
ale nie mam zamiaru pisać o tym jakie niebo jest niebieskie kiedy wszystko się kurwa wali, widzę, jak rodzina się rozsypuje, widzę jak w szkole zarobiłam kolejną pałę, widzę jak mój jebany wybranek co przerwę spędza z dziewczyną której po prostu nienawidzę. kiedyś za nią nie przepadałam, ale teraz to w jaki sposób co przerwę okazuje mi swoje oblicze z tym swoim zajebiście głupim śmiechem doprowadza mnie do szału.

wypaliłam pięć fajek co jest sprzeczne z moim światopoglądem "nie pal, nie pij, nie ćpaj bo to nie uczyni cię fajnym". i lubię to kurwa, lubię, co nie oznacza że nie będę wyzywać na tlenione gimnazjalistki które codziennie po szkole idą w krzaczki na fajkę, żeby czasem rodzice nie zauważyli. a to jaką jestem hipokrytką dobija mnie już zupełnie.

mogłabym powiedzieć, że mam doła, gdyby taki stan nie utrzymywał się u mnie od długiego czasu.

jestem głupia, młoda, nie wiem nic o życiu. ale jestem tak okrutnie smutna. nie powinnam. mam ciepłe łóżko, gorącą czekoladę i szybki komputer. inni mają gorzej. dlaczego jest mi tak źle?
założyłam bloga po to, aby się wyżalać, żeby przestawać udawać chociaż na chwilę, że jest dobrze. nie chcę udawać. chociaż tu.

smutek. nie jest to taki "miły", melancholijny smutek. to mnie pożera od środka, rani każde słowo, każde wspomnienie, każde spojrzenie na tę sukę. i to moje wewnętrzne przeczucie, że tak do siebie pasują, chociaż ciągle się kłócą i schodzą. melodramat. coś o czym zawsze marzyłam. barwnej miłości, o której się nie zapomina. boli mnie to. boli, kiedy ludziom obok spełniają się moje marzenia, a oni tego nie doceniają.
znowu na klawiaturę lecą mi łzy. te same, przereklamowane, łzy. ale mnie to nie obchodzi.

jutro znowu będzie dzień. znowu z dziadkiem będzie gorzej, znowu dostanę jedynkę, znowu zobaczę jak On uśmiecha się do niej z błyszczącymi oczami.


piosenka zupełnie nie dopasowana do mojej sytuacji. i mało mnie to obchodzi. mam z nią tak żywe wspomnienie, że czuję dokładnie zapach morza, gorąc i chłodny wiatr który zawiewał gdy tylko za chmury zaszło słońce.
  • awatar Gość: świetnie piszesz czytam cie z zadartym tchem chodziarz wiem jak ci źle,i uwierz ja też nie mam super
  • awatar Call me Lexi: Czytając Twój wpis zauważyłam że mamy wiele wspólnego... tylko mi się nie chce zbytnio tu wyżalać. Rozumiem Cię doskonale.
  • awatar CupsGirls: kocham ta piosenkę !!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
NAJLEPSZA PIOSENKA JAKA KIEDYKOLWIEK ZOSTAŁA NAGRANA.


kocham tę piosenkę. wracam do niej tak często, zaledwie od roku, ale nie wyobrażam sobie jakby moje życie wyglądało bez niej. nawet nie potrafię myśleć w ten sposób, że kiedyś mój świat był bez My Body is a Cage. będę do niej wracać przez całe życie, to nie ulega wątpliwości. za każdym razem odkrywam ją na nowo, za każdym razem odkrywam w niej coś dla czego warto uronić łzę czy wykrzywić usta w uśmiechu. kiedy wydaje mi się, że więcej z niej nie wycisnę, nagle słyszę ją znowu i znowu 'uczę się' jej od nowa. nie waham się powiedzieć, że zmieniła moje życie.
zrobiła to. w zupełności to zmieniła. nie wiem czy dla Was czy innych uczyniłaby to samo, ale usłyszawszy jej jednego dnia, drugiego wstałam i czułam, że coś się w mnie przestawiło. świat został taki sam, ale ja się zmieniłam.
banalnie to brzmi, wiem, ale kocham tę piosenkę tak samo jak kocham mamę czy tatę. po prostu.

uwielbiam cały repertuar Arcade Fire, uwielbiam wiele innych piosenek, ale żadna z nich nie ma takiej mocy jak ta. żadna.

amen.
  • awatar Gość: każdy ma chyba taką jedną swoja naj piosenkę :P
  • awatar Noraah.: *bułeczka
  • awatar Noraah.: haha owszem ciepła bułęczka jest...<mniam mniam> pozdr.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
nie cierpię jak coś sobie wymyślę i uda mi się tak to umiejętnie wmówić sobie, że wydaje się być prawdą. czystą prawdą. a potem uderza we mnie tak okrutnie rzeczywistość, że w jednej chwili słuchając radia, opieram się o ścianę, robi mi się słabo, zjeżdżam bezradnie w dół i zaczynam płakać. po prostu. tak przez dziesięć minut, może mniej, może więcej, siedziałam, myślałam o tym wszystkim... myślałam kogo mogę winić za te klapki na oczach. ale nie... pod tym względem mogę winić tylko siebie.


zauważyłam ostatnimi czasy jak płacz jest przereklamowany. w ogóle jak to brzmi: "płakanie jest przereklamowane". ludzie zaczynają chwalić się, że płaczą. nastolatki przestają wstydzić się łez i lamentują jedynie, że nie lubią jak im łzy zmaczają papierosa, którego palą oczywiście by ukoić skołatane nieszczęśliwą miłością nerwy...
słitaśne.
  • awatar Gość: ta różowe szpilki i jedziesz...żałosne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nie mam pojęcia to napisać na początek.
nie jestem wyjątkowa, nie chcę o sobie za wiele pisać chociaż przydałoby się przedstawić, prawda?
otóż... nie wiem jak zacząć. ale w sumie jestem kolejną szarą myszką. może trochę mniej zwariowaną krejzolką która biega jak pojebana po szkole i ma motorek w dupce. może trochę mniej popularnym lachonkiem w ciuszkach z h&m. mówię "mniej" a może to jednak powinnam powiedzieć "więcej"? nie wydaje mi się. nie powinnam wartościować siebie ani innych. jestem tylko jedną z wielu, niewidoczną dla większości. jestem, bo rodzice mnie kochają. mam paru znajomych, lubią mnie podobno... nie mam samobójczych myśli. chociaż może czasem? wydaje mi się, że każdy tak ma. że czasem słuchając swojej ulubionej piosenki ogarnia nas bezdenne uczucie, że jesteśmy niczym, nie znaczymy nic dla świata.
w pewnym sensie nie lubię siebie. dziecko wyśmiewane wczoraj to dzisiaj dziecko nieśmiałe. smucę się czasem, że ludzie zrobili mi taką krzywdę, że idąc sobie z gumową piłką i koleżankami z podwórka po dworze się ze mnie śmiali. po co? dzisiaj przez to cierpię. i kiedy wreszcie to napisałam, tutaj, na blogu, łzy kapią mi na klawiaturę. jestem nieśmiała, zraniona, wyśmiewana kiedyś. gdyby nie te zdarzenia byłabym zupełnie inną osobą. może bardziej obchodziłoby mnie zdanie innych. może byłabym mniej odporna na codzienne sytuacje, których inni nie znoszą. może byłabym mniej twarda. może byłabym mniej szara, może... może gdyby nie moja nieśmiałość gadałabym właśnie z Nim.
cholera. trudno było mi się do tego przyznać, ale siebie samej trudno okłamywać. zakochałam się. chociaż nie powinnam używać tego słowa. w naszym pięknym języku jest tyle zwrotów, które mogą opisać uczucia, ale nie ma właśnie kilku: przede wszystkim, nie ma słowa opisującego coś między kochaniem a lubieniem. nie ma też czegoś opisującego młodzieńczą miłość, acz coś na wzór platonicznej. tyle nastolatek żali się, że ich słit boj nie zwraca na nie uwagi. chciałabym napisać, że na tym blogu nie będę jedną z nich. ale nie okłamujmy się - będę robić dokładnie to samo. wyżalać się. bo w końcu najlepiej robi się to nieznajomym... będę się podniecać każdym uśmiechem, spojrzeniem, moim imieniem które padło z jego ust, żeby pożyczyć gumkę... wiem, jestem żałosna. i chciałabym być silna i outsiderska jak kiedyś. zero miłości. nie mogę. nie potrafię się odkochać. to nie ma przyszłości, wiem. ale z drugiej strony miło jest mieć taki dramat, prawda? motylki w brzuchu są przyjemne. podniesione tętno również. płacz, cierpienie... może jestem masochistką, ale przynajmniej nie jest nudno. największy problem w tym, że obdarzam tym uczuciem kogoś, kto:
a. nie zasługuje na to.
b. zupełnie mi się nie podoba(ł). a tutaj taka niespodziewanka.
uroczo.

po za tym, nie chciałabym być tylko taką dziewczyną która się żali o swojej niespełnionej miłości. chciałabym być kimś. interesuję się wieloma tematami, dużo czytam, staram się mieć na większość tematów własne zdanie. lubię świadomość, że jestem mądrzejsza od wielu ludzi. może pozbywam się z tego powodu kompleksów, może...

nie wiem co mam myśleć o życiu. ludzie mówią, że jest proste. ale ja nie chcę, żeby takie było. chcę, żeby było melodramatyczne, piękne. wymagam za dużo, mam za mało - jestem skrajną pesymistką. może kiedyś opiszę swój punkt widzenia życia i znaczenia jednostki dla ogółu. ale kto wie? może to tylko ludzie wmawiają mi, że nit nie jest w rzeczywistości wyjątkowe. może dlatego żyję w przekonaniu że jestem niczym, a świat wokół mnie jest wyjątkowy.

niezła grafomania mi wyszła.
ale przynajmniej wylałam z siebie trochę.
tylko trochę. jeszcze tu wrócę. dobrze mi się pisze.

jeszcze jedno. marzy mi się, aby wszelkie "może" zamienić na stuprocentowe odpowiedzi od życia. chciałabym coś wiedzieć na pewno. chociaż jakąś małą część...
  • awatar Gość: heh..życzę powodzenia :D
  • awatar darkness within.: dołączam się do osób powyżej. życzę powodzenia i wytrwałości w prowadzeniu tego "mini" bloga. ;)
  • awatar Gość: Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›